Dr. Kumar

Czyli pierwszy i oby ostatni kontakt ze służbą zdrowia.

Zmiana klimatu oraz 24 godziny na dobę z włączoną klimatyzacją i wiatrakiem nie mogło skutkować niczym innym, tylko chorobą. Klimatyzacja w domu jest koniecznością – ale tą jesteśmy sobie w stanie regulować. Pierwszą noc spędziliśmy przy klimie ustawionej na 23 stopnie, budząc się co dwie godziny, na przemian z wyziębienia i przegrzania. Teraz jesteśmy sprytni – ustawiamy timer i temperaturę 27 stopni (czyli właściwie wersja ogrzewanie przy klimatyzacji, która mieliśmy na Ukrainie). W biurze natomiast na klimę nie mam wpływu; open space, dużo ludzi więc temperatura musi być niższa. Moje biurko jest niestety niefortunnie usytuowane – centralnie na drodze mroźnego podmuchu. Tak więc, kiedy na zewnątrz temperatura przekracza 30 stopni, ja siedzę w swetrze i marynarce, opatulona apaszką, a i tak się trzęsę z zimna.

Nie mogło stać się inaczej. Zachorzałam – drugiego dnia stawiłam się w pracy z wielką paczką chusteczek i nieustannie smarkając, wzbudzałam tylko zaniepokojenie, że pozarażam wszystkich w dziale, a oni, przy zamknięciu roku, nie mogą sobie pozwolić na choroby. Zostałam oddelegowana do lekarza. Wypisali mi kwitek do pobliskiej kliniki – tak chyba działa prywatne ubezpieczenie zdrowotne tutaj. Wizyta u lekarza i leki, wydane w aptece, obciążają rachunek pracodawcy, nie mój portfel – jak miło 🙂 Stojąc z podpisanym kwitkiem w reku, zapytałam czy to daleko, ale miejscowi odparli „In Labuan every doctor is in walking distance”. I faktycznie odnalazłam klinikę tuż za zakrętem.

Oczywiście biała twarz wzbudza sensację i wszyscy wlepili we mnie oczy, ale początkowe zdziwienie po kilku sekundach zastępuje szeroki serdeczny uśmiech, więc śmiem podejrzewać, że chyba nie jest ze mną tak źle. Podczas rejestracji zauważyłam inną rzecz, całkiem nie do pomyślenia u nas – drzwi do gabinetu lekarza były lekko uchylone, na tyle jednak, że spokojnie można było dojrzeć lekarza i siedzącego na przeciwko niego pacjenta. Maszyna wygenerowała mi numerek 1010 (jak w salonie Orange!) i usiadłam czekając na swoją kolej.

Teraz już wiem dlaczego drzwi mogą być uchylone – lekarz nie bada, lecz przeprowadza wywiad i… mierzy ciśnienie. Wyglądając jak siedem nieszczęść, blada, z temperaturą i katarem, samoczynnie lejącym się z nosa, nie zostałam nawet osłuchana. Z lekarstw, największą niespodzianką była mała buteleczka płynnego miodu (na gardło) i witamina C, której lekarz nakazał mi brać 6000 mg dziennie! Dokładnie 6000; 1 tabletka 1000 mg stanowi 1666.67% dziennego zapotrzebowania, a według zaleceń powinnam przyjmować 2 tabletki rano, 2 w południe i 2 wieczorem. Lekarz spokojnie poinformował mnie, że jeżeli organizm uzna, że to za dużo, nastąpi biegunka i wtedy należy odpowiednio zmniejszyć dawkę 🙂 No dobra, ponoć w klimacie tropikalnym zapotrzebowanie na witamine C wzrasta, ale nie wiem, aż tak?

Z receptą zwróciłam się do apteki i tu dowiedziałam się, że nie muszę płacić za leki 🙂 Przygotowanie mojej paczuszki trwało dobre 10 minut, ale dostałam też karteczkę, skierowaną do pracodawcy, że w określonych godzinach przebywałam w Klinice; sprytnie 😉

Tego samego dnia miałam szkolenie, siedząc taka schorowana zwróciłam uwagę Josepha, który szkolenie prowadził. Na stwierdzenie, że może powinnam udać się do lekarza, odpowiedziałam, że już byłam, że to wszystko przez tą klimatyzację, zmianę klimatu itd. oraz że dostałam ogromną dawkę witaminy C. Na to padło pytanie: „Is it made in Malaysia?”, kiwnęłam twierdząco głową i usłyszałam „Seriously, don’t take it. If it’s not imported, don’t take it – you’ll never know what is in it”. I tak rozpoczęła się długa dyskusją na temat Made in Malaysia quality, która o dobre 20 minut wydłużyła czas trwania szkolenia.

Właściwie przed tym samym ostrzegła mnie doktor medycyny pracy; nie ma czegoś takiego jak kontrola składu leków. Dlatego rozsądniej było zaopatrzyć się w Malarone w Polsce i zamiast szpikować się tutejszymi tabletami, korzystam z porady miejscowych i po prostu codziennie pije szklankę gorącej wody z sokiem z cytryny, mam nadzieje, że wystarczy 🙂

IMG_0703

IMG_0706

 

Musisz być zalogowany .